
Karo Sulej, projektantka, R&D Toyota
Projektowanie z odpadów przemysłowych
Karo Sulej należy do nowej generacji projektantów, którzy odrzucają liniowy model „weź-zużyj-wyrzuć” i proponują projektowanie regeneratywne. Jej pasja i doświadczenie pokazują jak zmienia się rola projektanta wzornictwa w trzeciej dekadzie XXI wieku.
Projekty, które zaprojektowała nie są jedynie propozycjami estetycznymi – to manifesty zmiany, dowód, że przemysł i natura na nowo poszukują porozumienia.
Projekty, które zaprojektowała nie są jedynie propozycjami estetycznymi – to manifesty zmiany, dowód, że przemysł i natura na nowo poszukują porozumienia.
Magdalena Małachowska (MM): Zanim opowiemy o Twoich dzisiejszych sukcesach, chciałabym zacząć od twoich początków, gdyż dzisiaj spotykamy się w Szczecinie, skąd pochodzisz.
Tutaj studiowałaś, a ja miałam okazję być w komisji egzmianacyjnej kiedy zdawałaś na studia. Pamiętam moment, kiedy przyjechałaś na Akademię Sztuki na wózku inwalidzkim. To był rok 2018 – uległaś wypadkowi motocyklowemu i wszystkie Twoje plany życiowe musiały ulec zmianie. I to z egzaminu zapamiętałam, że byłaś właściwie jedyną kobietą, od kiedy pracuję na Akademii, która otwarcie powiedziała, że chciałaby projektować samochody dla sektora motoryzacyjnego.
KaroSulej (KS): Tak, to prawda. Ponieważ jestem ze Szczecina, chciałam stąd wyjechać i studiować na ASP w Warszawie. Niestety wypadek motocyklowy pokrzyżował moje plany i ostatnią deską ratunku, trafiłam na rekrutację na nowo powstały Wydział Wzornictwa Akademii Sztuki w Szczecinie. Więc tak rzeczywiście przyjechałam na rekrutację na wózku inwalidzkim. I z egzaminu na Projektowanie Produktu otrzymałam jeden z najwyższych wyników, to również zapamiętałam.
MM: Na swoim profilu Insta (@karo_sulej) pokazujesz obiekty oświetleniowe. Jeden z tych projektów był realizowany na Wydziale Wzornictwa w Szczecinie, a kolejny na Industrial Design Uniwersytetu w Lund. Opowiedz o Tych projektach.
KK: W Szczecinie w Pracowni Projektowania Multidyscyplinarnego Macieja Karpiaka, podczas jednych z ćwiczeń semestralnych pojechaliśmy do Pienińskiej Huty Szkła w Łużycach. Wykładowca zasponsorował nam ten wyjazd. Wówczas zapoznawaliśmy się z technologią dmuchania szkła, uczyliśmy się jak dostosować projekt do technologii. Wówczas nauczyłam się, że projektując ze szkła należy unikać skomplikowanych kształtów, i trzeba zdecydować czy forma szkła ma być przelotowa czy nie, jeśli tak, to jaki jest ma być proces obróbki takiego szkła oraz jak odpowiednio zaprojektować formy drewniane pod wydmuch. Dzięki tym doświadczeniom zaprojektowałam swoją pierwszą lampę. To ćwiczenie oraz motywacja wykładowcy popchnęła mnie do tego, żeby na dyplom licencjacki zaprojektować modułową oprawę oświetleniową. I tak powstał Light Up. Potem poszłam za ciosem i rozpoczęłam studia drugiego stopnia na AS w Szczecinie. Rozmowy i konsultacje z wykładowcami doprowadziły mnie do tego, że zainteresowałam się studiami za granicą. Tak wybrałam Industrial Design na University of Lund, w Szwecji.
W Lund, w ramach projektu semestralnego mieliśmy projekt z Toyotą Material Handling (Toyota Industries Corporation), która zajmuje się projektowaniem i produkcją wózków widłowych. Studenci mieli za zadanie zaprojektować obiekt z odpadów produkcyjnych i z części zamiennych, które są pozostałością procesu produkcyjnego tego oddziału Toyoty. I to było nasze jedyne ograniczenie – dostępnym materiałem do projektu były właściwie śmieci. Przeszukując poprzemysłowy śmietnik zdałam sobie sprawę, że chciałabym zaprojektować obiekt, który wykorzystuje tylko to, co znalazłam. To znaczy od razu pomyślałam, że chciałabym w tym projekcie ograniczyć liczbę nowych elementów. Nie chciałam dokupować nowych elementów, ani dodatkowo ich produkować. Ograniczałam się do tego co odkryłam w śmietniku Toyoty. W ten sposób powstał projekt TILT. W wyniku procesu projektowego udało mi się ostatecznie wykorzystać 90% materiałów pochodzących z odpadów, zaś 10% stanowiły te elementy, które dla bezpieczeństwa produktu musiały ostatecznie zostać zakupione, były nimi źródło światła i kabel.
MM: Zatem z tego procesu wyszedł Ci zrównoważony projekt.
KK: Tak, dokładnie. To było moje, głównie założenie. Inni studenci robili projekty, które wykorzystywały więcej nowych materiałów. Mnie od razu, jakoś tak intuicyjnie zależało na tym, żeby maksymalnie wykorzystać to co znalazłam.
MM: Właściwie to dałaś sobie przyzwolenie na to, żeby wybrać trudniejszy proces projektowy.
KK: Tak, zdecydowanie wybrałam trudniejszą drogę. Choć tak naprawdę była to zabawa- układanka z klocków Lego. Oczywiście, żeby złożyć obiekt musiałam sobie każdy z zebranych elementów przeprojektować i przerobić. W tym konkretnym przypadku nie miałam jedynie instrukcji układania. Musiałam ją sobie wymyślić na potrzeby tego projektu.
MM: Kiedy się zorientowałaś, że projektujesz kolejny w swojej karierze obiekt oświetleniowy?
KK: Na początku kompletnie nie wiedziałam, czym będzie to co projektuję, ale podczas bawienia się tymi elementami, układania ich sobie na podłodze, odtwarzania niektórych elementów konstrukcji moja wyobraźnia doprowadziła mnie do obiektu świetlnego.
MM: Czy wiedziałaś dla kogo projektujesz to rozwiązanie?
KK: Pracując nad tym projektem myślałam o tym, żeby oprawa służyła pracy technicznej, założeniem projektu była oprawa do pracy technicznej, stąd zastosowanie źródła światła o neutralnej barwie 4000K i strumieniu światła 1000lm. Oprawa służy do pracy dłonią, np. konstruowania czy rysowania. Czyli jest to obiekt i dla architekta przy desce kreślarskiej w studio i dla ślusarza, do pracy nad rysunkiem technicznym w swoim warsztacie.
MM: Co w tym projekcie było dla Ciebie najtrudniejsze?
KK: W takim projekcie najtrudniejsze były materiały, które czasem są one-off, czyli miałam jeden fragment jakiegoś metalu, jeden element większej konstrukcji i musiałam przemyśleć swoje decyzje projektowe w taki sposób, żeby zaprojektować pojedyncze elementy tak, by dało się z nich skomponować i złożyć obiekt. Czyli taki, który i wygląda tak jak go zaprojektowałam, i działa. Więc zanim przystąpiłam do złożenia finalnego prototypu, na początku skanowałam w 3D wszystkie zgromadzone elementy, składałam modele z papieru, dla tego projektu musiałam zaprojektować elementy łączące, takie jak zawiasy. Potem wszystko drukowałam w 3D, żeby sprawdzić, czy rzeczywiście mechanizmy złączy działają, i co jeszcze trzeba dopracować. To co w tym procesie było najtrudniejsze to fakt, że w procesie projektowania margines błędu projektowanego zawisu, ostatecznie frezowanego na CNC był tak niewielki, że do końca nie byłam pewna czy wszystko zadziała tak jak tego chcę. Dodatkowo wyzwaniem było również to, że niektóre elementy były aluminiowe, a niektóre elementy były stalowe. I tych elementów nie można ze sobą spawać. Dlatego musiałam znaleźć sposób na to, jak je ze sobą połączyć. Natomiast to co było dla mnie najważniejsze w tym procesie to rozmowy ze specjalistami: inżynierami i technikami. Od nich dowiadywałam się jakie rozwiązania są dostępne, jak mogę rozwiązać problemy techniczne i w jaki sposób je wykonać. Ich wiedza pozwoliła mi podjąć decyzje projektowe, które dla tego projektu były najlepsze.
MM: Lubię w obiekcie TILT, to że jest ze wykonany ze śmieci- resztek odpadów poprodukcyjnych, od których zazwyczaj odwracamy wzrok, bo są brudne, brzydkie i zazwyczaj uwalniają nieprzyjemny odór, który nas po prostu od nich odrzuca. A Twój projekt bardziej przypomina minimalizm Dietera Ramsa i jego projekty dla marki Braun, aniżeli unikalny obiekt artystyczny. Czy Twój projekt można powielić w produkcji przemysłowej?
KK: To ciekawe, że o to pytasz. Ostatnio miałam rozmowę z jedną z większych firm projektowych w Mediolanie w sprawie pracy i podczas rozmowy zadano mi to samo pytanie: Czy mój projekt to jest taki one-off i jak ja sobie wyobrażam jego produkcję w przyszłości? Materiał do produkcji TILT’a jest dostępny w fabryce tak długo jak będzie odbywała się produkcja, tak długo będzie materiał do jej wytwarzania. I właściwie to nad czym warto popracować to baza oprawy oświetleniowej, a źródło światła i kabel z przyczyn bezpieczeństwa powinien być nowy, choć pewnie i nad tym można by było popracować. Po zrealizowaniu tego projektu mam poczucie, że jego sukcesem jest to, że projekt wykonany z odpadów jest multiplikowany. Co oznacza, że współczesną kopalnią są wysypiska śmieci, materiałem do produkcji odpady, a firmy produkcyjne mogą produkować z nich w skali, na które pozwalają im zdolności produkcyjne.
MM: Dokładnie tak, co oznacza również, że projekt nowego produktu to nowy sposób współpracy biznesowej. Pozyskiwanie odpadów jako surowca powoduje, że firmy z różnych sektorów i branż mogą ze sobą współpracować w zupełnie nowej skali. Budując nowe połączenia w łańcuchach dostaw i wartości. Mogą przekształcać wdrożenia takich projektów jak TILT w zrównoważone przedsięwzięcia i projekty.
MM: To co jest również ciekawe w obu tych projektach, o których opowiadasz to fakt, że oba dotyczyły współpracy z przemysłem. I ta sytuacja dotyczyła studiowania w Szczecinie i w Lund.
KK: Tak, dokładnie. W obu przypadkach wykładowcy uczelni mieli kontakt z przemysłem, i w ramach zajęć wraz z innymi studentami eksplorowaliśmy zadany temat. Light Up powstał na potrzeby pracy licencjackiej i w wyniku współpracy z przemysłem. Projekt TILT to kolejny projekt z przemysłem, ale w ramach ćwiczenia semestralnego. W tym projekcie nie było przymusu, ciężaru i stresu dyplomu. Może dlatego jest dobry, jest w nim pewna lekkość i zabawa, która towarzyszyła mi w procesie projektowania. Współpraca z przemysłem w ramach ćwiczeń semestralnych daje dużo radości i przestrzeni na eksplorację, i ostatecznie przynosi ciekawe wyniki projektowe. W efekcie mojej pracy Light Up pokazałam na Gdynia Design Days w 2023, na wystawie Elle Decoration dla młodych projektantów, a TILT na Design Milan Week 2024 na wystawie studenckiej Curating Parts.
MM: Czym dla Ciebie różniły się studia w Polsce i za granicą?
KK: W Polsce najpierw trafiłam na studia licencjackie. I na tym poziomie kształcenia, moim zdaniem projektant musi poznać czym jest projektowanie. Student musi się nauczyć, w którą stronę projektowania chce iść, co go w tym projektowaniu interesuje. I powinien też słuchać mentorów i swoich przełożonych. Na tym etapie trzeba mieć w sobie zdecydowanie więcej pokory. Poza tym nasza grupa była mała, więc czuliśmy się na Akademii jak na prywatnej uczelni. Mieliśmy dobre relacje z wykładowcami. Na drugim stopniu, i tutaj odniosę się do studiowania na Uniwersytecie w Lund – nauczyłam się już, że to ja jestem projektantką, i to ja muszę podejmować decyzje. I w tym sensie poczułam, czym jest ryzyko i odpowiedzialność za swój projekt, który realizuję dla przemysłu. To zbudowało moje poczucie wartości w roli projektantki.
MM: Dzisiaj płyniesz dalej do Europy. Co sprawia, że ciągnie Cię tak daleko od domu?
KK: Jak w czerwcu tego roku ukończyłam studia w Lund, od razu złożyłam portfolio do firm oświetleniowych w Europie. Miałam kilka ofert pracy. Ostatecznie wybrałam staż w dziale R&D Toyota w Brukseli, gdyż zawsze chciałam projektować dla sektora motoryzacyjnego. A co dalej tego jeszcze nie wiem, ale jestem pewna tego, że moim rynkiem pracy jest dzisiaj Europa.
MM: Dziękuję za rozmowę.
KK: I ja dziękuję. Do zobaczenia.
Tutaj studiowałaś, a ja miałam okazję być w komisji egzmianacyjnej kiedy zdawałaś na studia. Pamiętam moment, kiedy przyjechałaś na Akademię Sztuki na wózku inwalidzkim. To był rok 2018 – uległaś wypadkowi motocyklowemu i wszystkie Twoje plany życiowe musiały ulec zmianie. I to z egzaminu zapamiętałam, że byłaś właściwie jedyną kobietą, od kiedy pracuję na Akademii, która otwarcie powiedziała, że chciałaby projektować samochody dla sektora motoryzacyjnego.
KaroSulej (KS): Tak, to prawda. Ponieważ jestem ze Szczecina, chciałam stąd wyjechać i studiować na ASP w Warszawie. Niestety wypadek motocyklowy pokrzyżował moje plany i ostatnią deską ratunku, trafiłam na rekrutację na nowo powstały Wydział Wzornictwa Akademii Sztuki w Szczecinie. Więc tak rzeczywiście przyjechałam na rekrutację na wózku inwalidzkim. I z egzaminu na Projektowanie Produktu otrzymałam jeden z najwyższych wyników, to również zapamiętałam.
MM: Na swoim profilu Insta (@karo_sulej) pokazujesz obiekty oświetleniowe. Jeden z tych projektów był realizowany na Wydziale Wzornictwa w Szczecinie, a kolejny na Industrial Design Uniwersytetu w Lund. Opowiedz o Tych projektach.
KK: W Szczecinie w Pracowni Projektowania Multidyscyplinarnego Macieja Karpiaka, podczas jednych z ćwiczeń semestralnych pojechaliśmy do Pienińskiej Huty Szkła w Łużycach. Wykładowca zasponsorował nam ten wyjazd. Wówczas zapoznawaliśmy się z technologią dmuchania szkła, uczyliśmy się jak dostosować projekt do technologii. Wówczas nauczyłam się, że projektując ze szkła należy unikać skomplikowanych kształtów, i trzeba zdecydować czy forma szkła ma być przelotowa czy nie, jeśli tak, to jaki jest ma być proces obróbki takiego szkła oraz jak odpowiednio zaprojektować formy drewniane pod wydmuch. Dzięki tym doświadczeniom zaprojektowałam swoją pierwszą lampę. To ćwiczenie oraz motywacja wykładowcy popchnęła mnie do tego, żeby na dyplom licencjacki zaprojektować modułową oprawę oświetleniową. I tak powstał Light Up. Potem poszłam za ciosem i rozpoczęłam studia drugiego stopnia na AS w Szczecinie. Rozmowy i konsultacje z wykładowcami doprowadziły mnie do tego, że zainteresowałam się studiami za granicą. Tak wybrałam Industrial Design na University of Lund, w Szwecji.
W Lund, w ramach projektu semestralnego mieliśmy projekt z Toyotą Material Handling (Toyota Industries Corporation), która zajmuje się projektowaniem i produkcją wózków widłowych. Studenci mieli za zadanie zaprojektować obiekt z odpadów produkcyjnych i z części zamiennych, które są pozostałością procesu produkcyjnego tego oddziału Toyoty. I to było nasze jedyne ograniczenie – dostępnym materiałem do projektu były właściwie śmieci. Przeszukując poprzemysłowy śmietnik zdałam sobie sprawę, że chciałabym zaprojektować obiekt, który wykorzystuje tylko to, co znalazłam. To znaczy od razu pomyślałam, że chciałabym w tym projekcie ograniczyć liczbę nowych elementów. Nie chciałam dokupować nowych elementów, ani dodatkowo ich produkować. Ograniczałam się do tego co odkryłam w śmietniku Toyoty. W ten sposób powstał projekt TILT. W wyniku procesu projektowego udało mi się ostatecznie wykorzystać 90% materiałów pochodzących z odpadów, zaś 10% stanowiły te elementy, które dla bezpieczeństwa produktu musiały ostatecznie zostać zakupione, były nimi źródło światła i kabel.
MM: Zatem z tego procesu wyszedł Ci zrównoważony projekt.
KK: Tak, dokładnie. To było moje, głównie założenie. Inni studenci robili projekty, które wykorzystywały więcej nowych materiałów. Mnie od razu, jakoś tak intuicyjnie zależało na tym, żeby maksymalnie wykorzystać to co znalazłam.
MM: Właściwie to dałaś sobie przyzwolenie na to, żeby wybrać trudniejszy proces projektowy.
KK: Tak, zdecydowanie wybrałam trudniejszą drogę. Choć tak naprawdę była to zabawa- układanka z klocków Lego. Oczywiście, żeby złożyć obiekt musiałam sobie każdy z zebranych elementów przeprojektować i przerobić. W tym konkretnym przypadku nie miałam jedynie instrukcji układania. Musiałam ją sobie wymyślić na potrzeby tego projektu.
MM: Kiedy się zorientowałaś, że projektujesz kolejny w swojej karierze obiekt oświetleniowy?
KK: Na początku kompletnie nie wiedziałam, czym będzie to co projektuję, ale podczas bawienia się tymi elementami, układania ich sobie na podłodze, odtwarzania niektórych elementów konstrukcji moja wyobraźnia doprowadziła mnie do obiektu świetlnego.
MM: Czy wiedziałaś dla kogo projektujesz to rozwiązanie?
KK: Pracując nad tym projektem myślałam o tym, żeby oprawa służyła pracy technicznej, założeniem projektu była oprawa do pracy technicznej, stąd zastosowanie źródła światła o neutralnej barwie 4000K i strumieniu światła 1000lm. Oprawa służy do pracy dłonią, np. konstruowania czy rysowania. Czyli jest to obiekt i dla architekta przy desce kreślarskiej w studio i dla ślusarza, do pracy nad rysunkiem technicznym w swoim warsztacie.
MM: Co w tym projekcie było dla Ciebie najtrudniejsze?
KK: W takim projekcie najtrudniejsze były materiały, które czasem są one-off, czyli miałam jeden fragment jakiegoś metalu, jeden element większej konstrukcji i musiałam przemyśleć swoje decyzje projektowe w taki sposób, żeby zaprojektować pojedyncze elementy tak, by dało się z nich skomponować i złożyć obiekt. Czyli taki, który i wygląda tak jak go zaprojektowałam, i działa. Więc zanim przystąpiłam do złożenia finalnego prototypu, na początku skanowałam w 3D wszystkie zgromadzone elementy, składałam modele z papieru, dla tego projektu musiałam zaprojektować elementy łączące, takie jak zawiasy. Potem wszystko drukowałam w 3D, żeby sprawdzić, czy rzeczywiście mechanizmy złączy działają, i co jeszcze trzeba dopracować. To co w tym procesie było najtrudniejsze to fakt, że w procesie projektowania margines błędu projektowanego zawisu, ostatecznie frezowanego na CNC był tak niewielki, że do końca nie byłam pewna czy wszystko zadziała tak jak tego chcę. Dodatkowo wyzwaniem było również to, że niektóre elementy były aluminiowe, a niektóre elementy były stalowe. I tych elementów nie można ze sobą spawać. Dlatego musiałam znaleźć sposób na to, jak je ze sobą połączyć. Natomiast to co było dla mnie najważniejsze w tym procesie to rozmowy ze specjalistami: inżynierami i technikami. Od nich dowiadywałam się jakie rozwiązania są dostępne, jak mogę rozwiązać problemy techniczne i w jaki sposób je wykonać. Ich wiedza pozwoliła mi podjąć decyzje projektowe, które dla tego projektu były najlepsze.
MM: Lubię w obiekcie TILT, to że jest ze wykonany ze śmieci- resztek odpadów poprodukcyjnych, od których zazwyczaj odwracamy wzrok, bo są brudne, brzydkie i zazwyczaj uwalniają nieprzyjemny odór, który nas po prostu od nich odrzuca. A Twój projekt bardziej przypomina minimalizm Dietera Ramsa i jego projekty dla marki Braun, aniżeli unikalny obiekt artystyczny. Czy Twój projekt można powielić w produkcji przemysłowej?
KK: To ciekawe, że o to pytasz. Ostatnio miałam rozmowę z jedną z większych firm projektowych w Mediolanie w sprawie pracy i podczas rozmowy zadano mi to samo pytanie: Czy mój projekt to jest taki one-off i jak ja sobie wyobrażam jego produkcję w przyszłości? Materiał do produkcji TILT’a jest dostępny w fabryce tak długo jak będzie odbywała się produkcja, tak długo będzie materiał do jej wytwarzania. I właściwie to nad czym warto popracować to baza oprawy oświetleniowej, a źródło światła i kabel z przyczyn bezpieczeństwa powinien być nowy, choć pewnie i nad tym można by było popracować. Po zrealizowaniu tego projektu mam poczucie, że jego sukcesem jest to, że projekt wykonany z odpadów jest multiplikowany. Co oznacza, że współczesną kopalnią są wysypiska śmieci, materiałem do produkcji odpady, a firmy produkcyjne mogą produkować z nich w skali, na które pozwalają im zdolności produkcyjne.
MM: Dokładnie tak, co oznacza również, że projekt nowego produktu to nowy sposób współpracy biznesowej. Pozyskiwanie odpadów jako surowca powoduje, że firmy z różnych sektorów i branż mogą ze sobą współpracować w zupełnie nowej skali. Budując nowe połączenia w łańcuchach dostaw i wartości. Mogą przekształcać wdrożenia takich projektów jak TILT w zrównoważone przedsięwzięcia i projekty.
MM: To co jest również ciekawe w obu tych projektach, o których opowiadasz to fakt, że oba dotyczyły współpracy z przemysłem. I ta sytuacja dotyczyła studiowania w Szczecinie i w Lund.
KK: Tak, dokładnie. W obu przypadkach wykładowcy uczelni mieli kontakt z przemysłem, i w ramach zajęć wraz z innymi studentami eksplorowaliśmy zadany temat. Light Up powstał na potrzeby pracy licencjackiej i w wyniku współpracy z przemysłem. Projekt TILT to kolejny projekt z przemysłem, ale w ramach ćwiczenia semestralnego. W tym projekcie nie było przymusu, ciężaru i stresu dyplomu. Może dlatego jest dobry, jest w nim pewna lekkość i zabawa, która towarzyszyła mi w procesie projektowania. Współpraca z przemysłem w ramach ćwiczeń semestralnych daje dużo radości i przestrzeni na eksplorację, i ostatecznie przynosi ciekawe wyniki projektowe. W efekcie mojej pracy Light Up pokazałam na Gdynia Design Days w 2023, na wystawie Elle Decoration dla młodych projektantów, a TILT na Design Milan Week 2024 na wystawie studenckiej Curating Parts.
MM: Czym dla Ciebie różniły się studia w Polsce i za granicą?
KK: W Polsce najpierw trafiłam na studia licencjackie. I na tym poziomie kształcenia, moim zdaniem projektant musi poznać czym jest projektowanie. Student musi się nauczyć, w którą stronę projektowania chce iść, co go w tym projektowaniu interesuje. I powinien też słuchać mentorów i swoich przełożonych. Na tym etapie trzeba mieć w sobie zdecydowanie więcej pokory. Poza tym nasza grupa była mała, więc czuliśmy się na Akademii jak na prywatnej uczelni. Mieliśmy dobre relacje z wykładowcami. Na drugim stopniu, i tutaj odniosę się do studiowania na Uniwersytecie w Lund – nauczyłam się już, że to ja jestem projektantką, i to ja muszę podejmować decyzje. I w tym sensie poczułam, czym jest ryzyko i odpowiedzialność za swój projekt, który realizuję dla przemysłu. To zbudowało moje poczucie wartości w roli projektantki.
MM: Dzisiaj płyniesz dalej do Europy. Co sprawia, że ciągnie Cię tak daleko od domu?
KK: Jak w czerwcu tego roku ukończyłam studia w Lund, od razu złożyłam portfolio do firm oświetleniowych w Europie. Miałam kilka ofert pracy. Ostatecznie wybrałam staż w dziale R&D Toyota w Brukseli, gdyż zawsze chciałam projektować dla sektora motoryzacyjnego. A co dalej tego jeszcze nie wiem, ale jestem pewna tego, że moim rynkiem pracy jest dzisiaj Europa.
MM: Dziękuję za rozmowę.
KK: I ja dziękuję. Do zobaczenia.
